"Sanatorium pod Klepsydrą" Wojciech Jerzy Has

czyli efekt serii niefortunnych zdarzeń (rozwiązanie zespołu "Kamera", wydarzenia roku 1968) i szczęśliwych przypadków, które doprowadzają do wielu zwrotów akcji w karierze i życiu reżysera.

"Kobieta i Życie" 51/1973, str. 13
Zanim zaczniemy, spójrz – rzeczywistość jak z “Sanatorium pod Klepsydrą” dopada nas, kiedy docieramy w to miejsce – zobacz

Dla mnie każdy film jest czymś w rodzaju snu. Ja widzę film przed napisaniem. Wojciech Jerzy Has („KINO” 7/1989)

To nie „Sanatorium pod Klepsydrą” miało powstać po „Lalce”. Has przymierzał się do „Wesela” Wyspiańskiego, podjął nawet pracę nad scenariuszem, pomysł zgłosił w Naczelnym Zarządzie Kinematografii jak można się dowiedzieć z książki nieocenionej Jadwigi Has „Życie w drugim planie”. Has złożył swój pomysł jako pierwszy, ale decyzją ministra kultury, który musiał rozstrzygnąć „spór” między dwoma reżyserami zgłaszającymi ten sam pomysł, zgodę na realizację filmu otrzymał Andrzej Wajda. W takich okolicznościach – jeszcze bez zgody na realizację, bez oparcia w zespole filmowym, bo nie wiadomo było w jakim byłaby ona możliwa i w takiej a nie innej politycznej rzeczywistości (tematyka żydowska na cenzurowany) rodził się scenariusz „Sanatorium pod Klepsydrą”.

„Sanatorium pod Klepsydrą” było filmem, którego przygotowanie – jak przyznawał sam reżyser, zajmuje 2 do 3 lat, chociaż tak naprawdę trwało to całe życie, jak wyznawał w innym wywiadzie. Has mówił w „Trybunie Robotniczej” 7/8 X 1972 r., co przytoczę za „Rupieciarnią marzeń” (pozycja wspomniana w zakładce Has w słowie i obrazie: Książki – klik):

„Każdy z nas ma swojego ulubionego pisarza, który wywarł istotny wpływ na kształtowanie światopoglądu czy osobowości. Dla mnie autorem, który w latach gdy byłem jeszcze studentem Akademii Sztuk Pięknych, inspirował moją wyobraźnię twórczą, a następnie pomógł inaczej traktować przemijanie czasu i życia jest Bruno Schulz. O przeniesieniu na taśmę jego opowiadań marzyłem od dawna, jeszcze na wiele lat przed realizacją Lalki. Ale wtedy – będę szczery – nie czułem się dostatecznie silny, by udźwignąć podobne zadanie i skutecznie je obronić. Długo walczyłem też o prawo do Sanatorium pod Klepsydrą. Kiedy bowiem wystąpiłem z jego pomysłem, spotkałem się z takimi m.in. kontrargumentami: idea niemożliwa do przeprowadzenia; po co komu podobny film?; materiał mało komunikatywny i zbyt wysublimowany; poważne ryzyko finansowe itd., itd.”

„Sanatorium pod Klepsydrą” miało być obrazem, w którym równorzędnym partnerem będzie muzyka – muzyka Krzysztofa Pendereckiego. Jednak przedłużające się prace nad filmem uniemożliwiły kompozytorowi współpracę z Hasem, z którym prywatnie się przyjaźnił. Pendereccy przyjaźnili się również z Manfredem Durniokiem, producentem filmowym z Niemiec, który został współproducentem filmu. Brakowało jednak nadal zespołu filmowego w ramach, którego „Sanatorium” mogłoby powstać. Brakowało też na tyle silnego szefa zespołu, który mógłby zawalczyć o film, niechętnie widziany przez ówczesne władze (tematyka żydowska). Powstawał wtedy nowy zespół – „Silesia”, kierowany przez Kazimierza Kutza i to właśnie dzięki niemu Has mógł zrealizować wyśniony projekt. Warto w tym miejscu oddać głos Jadwidze Has:

„W atmosferze wciąż trwającej pomarcowej nagonki trudno było sobie wyobrazić kręcenie filmu o tematyce żydowskiej. Film miał być też bardzo kosztowny, a współpraca z niemieckim partnerem pokrywała tylko część wydatków. Lecz Kazio Kutz, artysta o równie rogatej duszy jak Wojtek, nie chciał dać za wygraną. Z jego relacji dowiedziałam się, w jaki sposób udało mu się przezwyciężyć opór władz. Pomijając Naczelny Urząd Kinematografii, udał się na sam szczyt, czyli do KC, gdzie kierownictwo w wydziale kultury objął nowy, młody człowiek. W wyniku sprytnych negocjacji opartych na swoistego rodzaju transakcji handlowej, zobowiązał się nakręcić film na podstawie książki młodego, lansowanego przez partię łódzkiego autora, w zamian za zgodę na realizację Sanatorium pod Klepsydrą. Chciał za wszelką cenę dotrzymać danego Wojtkowi słowa. Ryzykował przy tym własną głową” (Jadwiga Has, Życie w drugim planie, str. 131). Jeśli w twórczości Kutza widz napotka film, który wyróżnia się na niekorzyść, całkiem możliwe, że to właśnie efekt tego niezwykłego targu* [klik do informacji]. 

Mimo zgody na realizację filmu, Has napotykał różne przeszkody, opowiadał żonie „o towarzyszącej zdjęciom atmosferze ciągłego napięcia, o poczuciu zagrożenia przerwaniem produkcji, o przedłużającym się terminie zakończenia zdjęć wskutek niespodziewanych przeszkód i awarii, które nazywał dywersjami. Istotnie, po latach potwierdził mi jego słowa Maciej Putowski, dekorator wnętrz do Sanatorium. Podał przykład:

– Nagle pracownia stolarska łódzkiej wytwórni, na polecenie jej dyrektora, odmówiła przyjmowania zleceń od ekipy Sanatorium. A przecież niemal cały film kręcony był w budowanych dekoracjach” (str. 135).

Sanatorium jednak powstało, a za sprawą Durnioka, a wbrew polskim władzom, trafiło do Cannes, ponieważ niemiecki producent wywiózł zrobioną w tajemnicy kopię do Niemiec i dalej. Film zakwalifikował się do konkursu. „Frustracja władz była wielka, ale nie zdobyli się na drastyczny krok wycofania filmu. Zbyt dużo się mówiło o antysemityzmie w Polsce, aby dawać Europie jawny tego dowód” (Jadwiga Has, Życie w drugim planie, str. 137).

„Sanatorium pod Klepsydrą” jest jednym z bardziej magicznych filmów Wojciecha Jerzego Hasa, zarówno przez to, że opiera się on na prozie Brunona Schulza, jak i poprzez samą konstrukcję filmu oraz scenografię, w której nakładają się na siebie różne rzeczywistości. Nie tego spodziewa się zapewne widz, który w programie telewizyjnym odkrywa taki opis filmu:

„Józef przyjeżdża do uzdrowiska doktora Gotarda, w którym leczył się jego zmarły ojciec. Tutaj przenosi się w świat czasu przeszłego, gdzie powtórnie odkrywa swoje dzieciństwo” [„To & Owo” 25/2020, str. 76]. Jak widać, ta krótka notka bywa modyfikowana, i dzieciństwo bywa zastąpione “światem przeszłości”, a ojciec okazuje się od razu zmarłym ojcem. Przy okazji okazuje się, że „Sanatorium pod Klepsydrą” jest filmem psychologicznym. Wydaje się, że telewidz prędzej skusi się na psychologię, niż na określenie „film poetycki” jak określał „Sanatorium” sam reżyser.

Forma notki w gazecie nie pozwala na wiele i widz sam, czy też właściwie towarzysząc jego głównemu bohaterowi, którym jest Józef grany przez Jana Nowickiego odkryje, że owo „uzdrowisko” niewiele wspólnego ma z rzeczywistością, ze zmarłym ojcem można i przebywać, i próbować rozmawiać, a odkrywanie dzieciństwa również jest czymś innym niż mogłoby się wydawać.

„Sanatorium pod Klepsydrą” jest filmem, przy którym najlepiej można zrozumieć słowa reżysera, że „rzeczywistość filmowa musi być budowana w głąb, musi otwierać się na dalsze, szersze perspektywy, musi być bogata bogactwem, które pozwala widzowi wybierać, wieloplanowo i wielopłaszczyznowo”. [Maria Kornatowska rozmawia z Wojciechem J. Hasem, „FILM” 19080, nr 13]. I tak się właśnie dzieje od pierwszej sekwencji, otwierającej film. Scena otwierająca „Sanatorium pod Klepsydrą” ukazuje głównego bohatera, granego przez Jana Nowickiego, śpiącego w pozycji siedzącej, zgiętego w taki sposób, że nie widać ani jego twarzy, ani sylwetki – wydaje się, że to chłopięca postać, co sugeruje strój, z wystającymi mankietami koszuli w niebieskie paski, przypominający marynarskie ubranko. Józef – syn Jakuba, przez cały film wydaje się być takim dzieckiem, podążającym tropem wspomnień o ojcu, miejscu, w którym się wychował i obrazów z przeczytanych lektur.

Warto tutaj wspomnieć o interpretacjach, w których zwraca się uwagę właśnie na strój głównego bohatera. Pozostaje on bez zmian, wyłączywszy początkowe złudzenie (chłopiec w marynarskim ubranku) i zakończenie, w którym Józef, w stroju Konduktora-Charona, „być może [już] na zawsze, zostanie przyporządkowany funkcji przewodnika”. Jedyny element stroju, który zmienia się podczas jego nieskończonych wędrówek, to nakrycie głowy. Małgorzata Burzyńska-Keller wiąże to z transformacjami Józefa. „Do sanatorium [Józef] przybywa z gołą głową – jako osoba bezimienna, nie przypisana żadnej sytuacji. Sygnałem powrotu w świat dzieciństwa jest założenie przez głównego bohatera złotego hełmu strażackiego w pokoju Adeli”. Później Józef przymierza „dojrzałe nakrycie głowy” – kapelusz. A „pozbawiony nakrycia głowy Józef niejako traci tożsamość” Pozostanie z odkrytą głową, gdy wyśni już wszystkie wspomnienia. Na końcu Józef zostaje ubrany „w mundur i czapkę Konduktora-Charona” i będzie to ostatnia transformacja” [Małgorzata Burzyńska-Keller, Sanatorium pod Klepsydrą Wojciecha Jerzego Hasa w kontekście…, „Kwartalnik Filmowy” 2000, nr 29/30 (wiosna – lato), s. 163-164]

Podobnie pisał Ernest Wilde – „W filmie Hasa oznaczenie roli Józefa zachodzi na przykład z chwilą zmiany jego nakrycia głowy. Józef przybywa do sanatorium w czarnym kapeluszu. W pokoju Adeli zdejmuje go i nakłada kask pompiera. W tej chwili upada w romantyczno-rewolucyjną historię z Bianką. Jej melodramatyczne zakończenie jest jednocześnie powrotem Józefa do kapelusza. W ostatniej sekwencji Józef wchodzi w ostatnią rolę, wyznaczoną przez swoisty scenariusz sensu tego filmu: stary i ślepy pozwala nałożyć sobie czapkę konduktora i wychodzi z zaklętego kręgu piekła pamięci na powierzchnię ziemi” (Ernest Wilde, Palimpset znaleziony w Drohobyczu, [w:] Analizy i interpretacje: film polski, pod red. Alicji Helman, Uniwersytet Śląski, Katowice 1986, str. 172).

"Sanatorium pod Klepsydrą" - pokaz organizowany przez DKF w listopadzie 2007 r. - Sopot

Aktorzy i postacie w “Sanatorium pod Klepsydrą”

Jan Nowicki o roli Józefa: “Ja w tym filmie niczego nie wykreowałem, bo wykreować nie miałem prawa. Józef nie ma żadnych cech psychofizycznych, aktorsko nie miałem się czego zaczepić. Byłem zaledwie okiem kamery, narratorem, magmą, mgłą. To spotkanie z Schulzem było bolesne dla moich ambicji, ale rozkoszne dla drzemiącej we mnie pasji ryzykanta, lubiącego brać udział w dziwnych przedsięwzięciach…” (“Jan Nowicki, Sztuka życia, życie w sztuce”, Kraków 1999).

W dalszej części…

Gustaw Holoubek

Halina Kowalska

a także co o “Sanatorium pod Klepsydrą” pisał Zygmunt Kałużyński