Wojciech Jerzy Has - "Jak być kochaną" - od Ofelii do Felicji

 nikogo nie wybierałam, nawet jego… to swoiste motto przyświecające całemu życiu Felicji, głównej bohaterki filmu, który swoją premierę miał w  roku 1963.

“Jak być kochaną” jest tego rodzaju filmem, który, zanim cokolwiek o nim przeczytamy, warto najpierw obejrzeć. 

“Jak być kochaną” Wojciecha Hasa na podstawie opowiadania Kazimierza Brandysa to jeden wybitniejszych filmów reżysera, uhonorowany wieloma nagrodami, dający aktorom możliwość zaprezentowania swojego talentu i – jak w przypadku ról męskich, również przełamywania utrwalonego wcześniej na ekranie wizerunku. Taką szansę dostał nie tylko Zbigniew Cybulski, ale również występujący w niewielkim, ale jakże ważnym epizodzie, Wiesław Gołas. Gołas, sam o sobie mówił, że ludzie wyobrażają go sobie jako wciąż zabawnego Gołasa, “swojego chłopa”, kogoś fajnego (określenie użyte przez aktora w książce napisanej przez jego córkę “Na Gołasa”, która jest zbiorem wypowiedzi o Gołasie oraz swoistym wywiadem-rzeką z aktorem), a on chciałby widza również wzruszać i straszyć. We wspomnianej już książce opowiadał córce: “Byłem szczęśliwy, że po kilku rolach komediowych mogłem zagrać epizod, rolę gestapowca w Jak być kochaną.” (Agnieszka Gołas-Ners, “Na Gołasa”, Świat Książki, 2008, s. 223)

Czy Has celowo obsadził go w takiej roli, odwracając niejako i wykorzystując stereotyp przeciętnego Polaka, z którym kojarzył się Gołas? Aktor stwierdził, że przeciętny Polak chętnie się z nim identyfikował – byłby to więc bardzo ciekawy zabieg ze strony reżysera i równocześnie szansa dla aktora, żeby zaprezentować się inaczej niż do tej pory. Warto znów przywołać słowa aktora: “W 1962 roku, po serii ról, w których byłem wesolutkim i rozkosznym Gołasem, Wojciech Has zaproponował mi rolę gestapowca w Jak być kochaną. Po tej całej galerii sympatycznych bohaterów z całą świadomością zagrałem rolę odrażającego hitlerowca, gwałcącego Polkę – Basię Krafftównę. Chciałem trochę tę rolę uczłowieczyć, ponieważ nawet najbardziej negatywna postać nigdy nie może być zła w stu procentach, bo wtedy będzie niewiarygodna” (Agnieszka Gołas-Ners, “Na Gołasa”, s. 190). Epizod, w którym wystąpił Wiesław Gołas zapada w pamięć, banalność zła, które prezentuje jego bohater jest porażająca. 

Inny epizod, który również zapada w pamięć, to rola Kaliny Jędrusik, chociaż tutaj reżyser wykorzystał maksymalnie i – jak zauważa Krzysztof Tomasik w “Seksbombach PRL-u”, bardzo świadomie jej predyspozycje. “Zanim zobaczymy Kalinę, słychać jej charakterystyczny głos. Jest oglądaną przez Felicję (Barbara Krafftówna) kobietą w knajpie chętnie słuchającą opowieści Rawicza (Zbigniew Cybulski) o wojennych perypetiach” (Krzysztof Tomasik, Seksbomby PRL-u, Wydawnictwo Marginesy, 2014, s. 61)

I jeszcze jeden epizod, o którym warto wspomnieć na zasadzie ciekawostki, ale i też dlatego, że faktycznie zapamiętuje się tę stewardessę, którą zagrała przyszła Pani Has. Mowa tu o Jadwidze Krawczyk, która poznała Hasa w 1959 roku przy okazji kręcenia “Wspólnego pokoju”.

Na ekranie pojawiają się też w pomniejszych rolach m.in. Wieńczysław Gliński, Zdzisław Maklakiewicz, Krzysztof Litwin czy Tadeusz Pluciński, ale film należy do Barbary Krafftówny, grającej główną rolę Felicji. W tym miejscu należy zauważyć, że posługując się imieniem Felicja dopuszczamy się nadużycia. Na to, że tak naprawdę nie poznajemy imienia postaci, w którą wciela się Krafftówna zwraca uwagę Justyna Żelasko, pisząca o filmie w swojej książce “Przygoda w pociągu” (przywołuje również opowiadanie Brandysa, w którym również nie pada imię głównej bohaterki). W różnych opracowaniach dotyczących filmu (m.in. na stronie filmpolski.pl) pojawia się jednak imię Felicja, dlatego dalej będę się nim również posługiwać.

Film rozpisany jest na dwa plany czasowe.  Plan bieżący to Felicja udająca się w podróż, wspominająca swoje życie w monologu wewnętrznym, któremu dramatyzmu dodaje muzyka Czajkowskiego (Jezioro łabędzie). Można by powiedzieć, że film Hasa jest swoistym pamiętnikiem rozpisanym na filmowe kadry, o którego napisaniu wspomina bohaterka: “Jeżeli kiedyś napiszę pamiętnik to dam tytuł: Od Ofelii do Felicji, czyli o tym jak być kochaną”. Felicja jest aktorką i wydaje się to mocno rzutować na jej życie, którego jest raczej biernym obserwatorem, wyraża się to najlepiej w zdaniu, które beznamiętnie, a może wręcz przeciwnie, gdzieś tak pobrzmiewa echo emocji, wypowiada: nikogo nie wybierałam, nawet jego. Całe jej życie jest odbiciem ról, w jakie wchodzi jako aktorka. Kiedy debiutuje, robi to we wspaniałym repertuarze klasycznym, dla poważnego widza (“rachityczna” Ofelia). Teatr klasyczny odzwierciedla wszystkie możliwości, jakie rysują się przed młodą kobietą, jest to czas normalnych uczuć, początek, naiwny romantyczny etap życia. Kiedy wybucha wojna, następuje poniżający czas wojny i nieszczęśliwej miłości, a udzielone schronienie i ukrywanie Rawicza (Z. Cybulski), którego kobieta kocha, jest karykaturą stałego związku – wtedy Felicja występuje w niemieckim teatrzyku rewiowym, który gra nic nie znaczący repertuar – “jakieś wygłupy” wg starego przyjaciela aktorki, a widz jest niepoważny. Po wojnie aktorka ukarana odsunięciem od zawodu, za występu w niemieckim teatrze, może grać w teatrze lalek, dla widza dziecięcego – jest to dla Felicji czas oczekiwania, zawieszenia, jak czas dzieciństwa. Widz wie, że to okres przejściowy, po którym nastąpi wycofanie się z życia, czas wspomnień. Temu etapowi odpowiada teatr radiowy, w którym Felicja występuje, widz jest tu niewidoczny i nieobecny. Felicja wśród cieni przeszłości, osiągnęła spokój – być może pozorny spokój. Tego się nie dowiemy. 

Lidia Kuchtówna w książeczce poświęconej aktorce (“L. Kuchtówna, Barbara Krafftówna, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1975) pisała: “Charakterystyczne, że rolę Felicji potraktowała niemal jak rolę teatralną. Nauczyła się na przykład całego tekstu na pamięć, chociaż w pracy nad filmem nie jest to konieczne. Poszczególne fragmenty opracowywała tak, jakby to były sytuacje sceniczne”. (str. 25) Kuchtówna na tej samej stronie przywołuje też fragment wywiadu z aktorką dotyczący metody gry: “W scenach w samolocie – wspominała po premierze – fotografowano mnie wyłacznie w zbliżeniach. Zdjęcia były dosyć trudne, proponowano mi, abym zdjęła szpilki i założyła wygodne pantofle. Nie zrobiłam tego. Dopiero w pełnym stroju – kostiumie, rękawiczkach, kapeluszu i szpilkach mogłam czuć się tak,jak Felicja podczas podroży do Paryża. Albo inny przykład  jak oddać myśli, uczucia kobiety, którą zgwałcono? Cała tę scenę – w pokoju i łazience – grałam na bosaka. Chodzenie bosą nogą po brudnej zimnej podłodze atelier pozwoliło mi na znalezienie – chyba niezupełnie świadomie – właściwego wyrazu aktorskiego” (FILM 1963 nr 3).

To, że Krafftówna potraktowała rolę Felicji niemal jak rolę teatralną, wiąże się może również z tym, że nie ma tu za wiele ruchów kamery, a miejsca pojawiające się w filmie, pozostają z widzem na długo. Sceneria jest tym razem tylko tłem dla bohaterów, a nie istotnym bohaterem opowieści (np. wnętrze samolotu, pokój Felicji, kawiarnia). Zauważał to już Konrad Eberhardt w monografii poświęconej Hasowi.

Barbara Krafftówna jako Felicja, wspaniale wykorzystani aktorzy w epizodach – zgodnie i wbrew swoim wizerunkom, Cybulski burzący mit Maćka Chełmickiego,  Jezioro łabędzie i fragment wiersza, który słyszymy na końcu filmu… to wszystko składa się na magię tego filmu, który nie daje łatwych odpowiedzi. Koresponduje za to z innymi filmami tego okresu, rozliczającymi się z czasów wojny, koresponduje również z innym filmem Hasa – “Szyframi”, postacią współpasażera Felicji.

W tym świecie nasza krew jest przestrzenią jedyną,
Czerwone ptaki ciągle biorą postać inną,
I przy sercu co rządzi nimi krążą z trudem
Oddalić się od niego nie mogą, bo giną
Bo w nas jest pustych równin okrucieństwo zimne
Gdzie się kona z pragnienia u fałszywych źródeł
 Jules Supervielle, Gdy słońca zasną, przeł. J. Rogoziński [w:] tegoż, Liryki i poematy, red. Z. Bieńkowski, Warszawa 1965, s. 136.

I na końcu nie można nie wspomnieć o Zbigniewie Cybulskim, który rolę w “Jak być kochaną” dostał w ostatniej chwili i przyjął ją bez namysłu, zastępując innego aktora. Wspomina o tym Dorota Karaś, w książce “Podwójne salto”, Wydawnictwo Znak, 2016. Warto przytoczyć w tym miejscu słowa Barbary Krafftówny odnoszące się do stylu gry Cybulskiego i sposobu pracy Hasa: Zbyszek był zwierzęciem filmowym, nikt nie czuł tak kamery jak on. Organicznie wyłapywał światło, dźwięk i mikrofon. Nigdy nie ustawiał się tak, żeby rzucić cień na partnera, Miał swoje nagłe, nieprzewidziane reakcje, ale nie wychylał się przy tym z kadru. Has miał w głowie cały scenariusz, łącznie z montażem, ale musiał być przygotowany na tę histerycznie wrażliwą osobowość Zbyszka. Przy nim cała ekipa musiała być czujna, bo zaskakiwał, choć miał przygotowaną rolę. T były jego inspiracje, które przenikały do roli, ten dygot wewnętrzny. Kiedy pojawiała się kamera, nagle jakby poruszał go drugi Zbyszek” (s. 287)

Jak być kochaną – na FilmPolski

Światy Hasa